Zajęcia nie zaczynają się w próżni…
aksjologia
,
edukacja
,
filozofia
,
nauka
Pierwsze zajęcia. Nowy przedmiot, nowa grupa, czasem nowy prowadzący. Można zacząć od przedstawienia programu, efektów uczenia się, zasad zaliczenia i literatury. Wszystko to jest potrzebne. Ale można też zacząć od pytania nieco wcześniejszego: z czym właściwie przychodzimy na te zajęcia?

Nie chodzi tylko o wcześniejszą wiedzę. Każdy z uczestników zajęć – osoba studiująca, ale również wykładowca – pojawia się na nich z własnymi doświadczeniami, przekonaniami, emocjami, zainteresowaniami i niepokojami. Nie zostawiamy ich przecież w szatni razem z kurtką. Jesteśmy podmiotami poznającymi świat z jakiegoś miejsca i w jakichś okolicznościach.
Wykładowca także nie przychodzi na zajęcia jako przezroczysty przekaźnik wiedzy. Ma własną biografię, doświadczenie zawodowe i życiowe, hierarchię ważności spraw, sposób patrzenia na rzeczywistość. Jego perspektywa również jest perspektywą podmiotu.
Pokazany na pierwszych zajęciach schemat może stać się początkiem rozmowy: A co Państwo umieściliby wokół naszych zajęć? Co tworzy dzisiaj kontekst Państwa studiowania, myślenia i działania? Co należałoby wykreślić z mojego rysunku, co dopisać, a co przesunąć bliżej jego centrum?
Odpowiedzi zapewne będą różne. Dla kogoś ważniejsze od rozwoju sztucznej inteligencji mogą być koszty życia albo niepewność przyszłej pracy. Ktoś wskaże klimat, relacje rodzinne, zdrowie, kulturę popularną, samotność, migracje albo presję sukcesu. Jeszcze ktoś może uznać, że żadne z czterech wskazanych haseł nie opisuje świata, w którym żyje na co dzień.
W ten sposób prosty rysunek zaczyna mówić o czymś więcej: o kontekście doświadczeniowym podmiotu. To, czego się uczymy, nie trafia przecież do pustego naczynia. Nowe pojęcia, teorie i wyniki badań spotykają się z tym, co już przeżyliśmy, wiemy, sądzimy i wartościujemy. Ten sam tekst przeczytany przez dwie osoby może prowadzić do odmiennych odczytań; ten sam problem socjologiczny, filozoficzny czy etyczny może wyglądać inaczej z różnych miejsc doświadczenia.
Nie oznacza to, że skoro każdy patrzy ze swojej perspektywy, wszystkie sądy są równie trafne. Uświadomienie sobie własnego punktu widzenia nie zwalnia z obowiązku jego sprawdzania – przeciwnie, może być początkiem bardziej krytycznego poznania. Możemy pytać, skąd biorą się nasze przekonania, na czym je opieramy, czego w naszej perspektywie nie dostrzegamy i co zobaczyłby ktoś stojący w innym miejscu.
Dlatego w centrum rysunku znajdują się „wez i nasze zajęcia”, a nie same „zajęcia”. Prowadzący także należy do sytuacji, którą współtworzy. Zarazem „nasze” oznacza, że po rozpoczęciu spotkania mój kontekst doświadczeniowy spotyka się z kontekstami doświadczeniowymi innych osób. Zajęcia stają się jednym z miejsc, w których te perspektywy mogą się spotkać, ujawnić, zderzyć, a czasem – zmienić.
Może więc zanim na pierwszych zajęciach zapytamy: „Czego będziemy się tutaj uczyć?”, warto postawić pytanie wcześniejsze: „Z jakiego świata każde z nas tutaj przyszło?”… I dopiero potem sprawdzić, co z tego spotkania wyniknie.
A gdy zajęcia się skończą, może wrócimy do punktu wyjścia i sprawdzimy, czy świat, z którego na nie przyszliśmy, nadal widzimy tak samo…

Nie chodzi tylko o wcześniejszą wiedzę. Każdy z uczestników zajęć – osoba studiująca, ale również wykładowca – pojawia się na nich z własnymi doświadczeniami, przekonaniami, emocjami, zainteresowaniami i niepokojami. Nie zostawiamy ich przecież w szatni razem z kurtką. Jesteśmy podmiotami poznającymi świat z jakiegoś miejsca i w jakichś okolicznościach.
Wykładowca także nie przychodzi na zajęcia jako przezroczysty przekaźnik wiedzy. Ma własną biografię, doświadczenie zawodowe i życiowe, hierarchię ważności spraw, sposób patrzenia na rzeczywistość. Jego perspektywa również jest perspektywą podmiotu.
Pokazany na pierwszych zajęciach schemat może stać się początkiem rozmowy: A co Państwo umieściliby wokół naszych zajęć? Co tworzy dzisiaj kontekst Państwa studiowania, myślenia i działania? Co należałoby wykreślić z mojego rysunku, co dopisać, a co przesunąć bliżej jego centrum?
Odpowiedzi zapewne będą różne. Dla kogoś ważniejsze od rozwoju sztucznej inteligencji mogą być koszty życia albo niepewność przyszłej pracy. Ktoś wskaże klimat, relacje rodzinne, zdrowie, kulturę popularną, samotność, migracje albo presję sukcesu. Jeszcze ktoś może uznać, że żadne z czterech wskazanych haseł nie opisuje świata, w którym żyje na co dzień.
W ten sposób prosty rysunek zaczyna mówić o czymś więcej: o kontekście doświadczeniowym podmiotu. To, czego się uczymy, nie trafia przecież do pustego naczynia. Nowe pojęcia, teorie i wyniki badań spotykają się z tym, co już przeżyliśmy, wiemy, sądzimy i wartościujemy. Ten sam tekst przeczytany przez dwie osoby może prowadzić do odmiennych odczytań; ten sam problem socjologiczny, filozoficzny czy etyczny może wyglądać inaczej z różnych miejsc doświadczenia.
Nie oznacza to, że skoro każdy patrzy ze swojej perspektywy, wszystkie sądy są równie trafne. Uświadomienie sobie własnego punktu widzenia nie zwalnia z obowiązku jego sprawdzania – przeciwnie, może być początkiem bardziej krytycznego poznania. Możemy pytać, skąd biorą się nasze przekonania, na czym je opieramy, czego w naszej perspektywie nie dostrzegamy i co zobaczyłby ktoś stojący w innym miejscu.
Dlatego w centrum rysunku znajdują się „wez i nasze zajęcia”, a nie same „zajęcia”. Prowadzący także należy do sytuacji, którą współtworzy. Zarazem „nasze” oznacza, że po rozpoczęciu spotkania mój kontekst doświadczeniowy spotyka się z kontekstami doświadczeniowymi innych osób. Zajęcia stają się jednym z miejsc, w których te perspektywy mogą się spotkać, ujawnić, zderzyć, a czasem – zmienić.
Może więc zanim na pierwszych zajęciach zapytamy: „Czego będziemy się tutaj uczyć?”, warto postawić pytanie wcześniejsze: „Z jakiego świata każde z nas tutaj przyszło?”… I dopiero potem sprawdzić, co z tego spotkania wyniknie.
A gdy zajęcia się skończą, może wrócimy do punktu wyjścia i sprawdzimy, czy świat, z którego na nie przyszliśmy, nadal widzimy tak samo…
